 |
Menu |
 |
|
| Udany to mundial czy słaby? |

Jedna przeczytana w mediach opinia dotycząca mistrzostw świata w RPA rozbawić mogła do łez. Okazuje się, że mundial był słaby, ale dobry. Mówiąc klasycznie:Bareja wiecznie żywy;.
Stanąć na afrykańskiej ziemi dane mi nie było (znając moje szczęście do kłopotów może to i dobrze, ale nie o tym). Obserwowałem mistrzostwa z perspektywy monitora komputera i ekranu telewizyjnego i być może dlatego mam bardziej pozytywny stosunek do tej imprezy niż sprawozdawcy, którzy pojawili się w RPA.
Oczywiście największym problemem była przestępczość. O tym, że trzeba mieć tam oczy dookoła głowy światowe agencje trąbiły na rok przed startem imprezy. Ostrzegały przed dwiema sprawami: przestępczością i wuwuzelami.
Na to drugie łatwiej można było się przygotować, ale bandycki napad to już loteria. Nie wiadomo, kiedy zasadzą się akurat na ciebie. Na pewno masz większe szanse, jeśli będziesz unikał ryzykownego zachowania. Dla rpocieszeniar1; powiem, że w Brazylii o wiele bezpieczniej nie będzier30; ale doświadczenie z RPA zaprocentuje, czyli jakby nie było, niech minusy nie przesłonią nam plusów.
Skupmy się zatem na aspekcie sportowym turnieju. Mówią, że rpiłkarsko był słabyr1;. Moim zdaniem, wypowiadają się w ten sposób malkontenci. W pierwszej fazie turnieju rzeczywiście goli było mało. Impreza rozpoczęła się dwoma fajnymi meczami RPA z Meksykiem i Francji z Urugwajem. Oba spotkania nadzieje rozbudziły, a kolejne tylko trochę ostudziły.
Zapamiętamy wstydliwy remis Włochów z Nową Zelandią (nie przegrali żadnego meczu w grupie!), no i zaskakującą porażkę mistrzów świata ze Szwajcarią, która przypadła w momencie nasilającego się pomruku, że rmundial jest nudnyr1;, choć ci, którzy tak mówili sami nie wiedzieli do końca, o co im chodzir30;
Ostatnia kolejka, w której decydowały się losy awansów do fazy pucharowej była interesująca zwłaszcza walka Anglików i Amerykanów i co trzeba podkreślić uczciwe spotkanie Meksyku i Urugwaju oraz porażka Włochów ze Słowacją.
Przez chwilę żyliśmy historią Francuzów, których próchnica zżerała od kilku miesięcy, a w RPA efektem były szczerbate grymasy twarzy tej reprezentacji. Było to interesujące, bo ciężko mi jest zrozumieć zawodników będących być może ostatni raz na mundialu, a ich głównym zadaniem jest walka z trenerem i ośmieszanie się na oczach świata. Niepojęte.
Diego robił, co mógł, żeby nie było nudno, jakby wiedział, że moment nieuchronnego odpadnięcia przed nim i nie chodziło wcale o finał. Dlatego trzeba było się wszystkim przypomnieć póki był na to czas. Popisać się jeszcze raz przed światem.
Faza pucharowa aż kipiała od dramaturgii i niezapomnianych meczów. Wspominać tego nie ma sensu, bo nie piszę teraz książki o MŚ. 1/8 finału stała pod znakiem pomyłek sędziowskich. Całe szczęście, że tak się stało. Skoro ręka Thierryr17;ego Henry w barażach nie przekonała FIFA do wprowadzenia technologii, to koszmarne wpadki sędziów na niekorzyść Anglii i Meksyku już tak. I powtórzę, bardzo dobrze, że tak się stało. Trochę żałowałem, że nie było żadnego skandalu w finale, by jeszcze bardziej ośmieszyć piłkarskie władze przed wzbranianiem się od tego, co w innych sportach jest normą.
Ćwierćfinał to rzecz jasna ręce Suareza. Wielu kibiców oburzyło zachowanie Urugwajczyka, ale to nie on, tylko Gyan nie strzelił karnego. Został usunięty z boiska i koniec pieśni.
Zatrzymajmy się na chwile przy Ghanie. Za cztery lata w Ameryce Południowej, przy większym szczęściu niż na własnym kontynencie, mają jeszcze większe szanse na wywalczenie tego historycznego półfinału dla Afryki. Na brak utalentowanej piłkarsko młodzieży nie narzekają. W październiku ubiegłego roku wygrali przecież mistrzostwo świata U20!
Wreszcie finał. Lepszego być teoretycznie nie mogło. W piłce klubowej Hiszpanie i Holendrzy to czołowi zawodnicy swoich drużyn. Finał należał się tym zespołom bardzo, a tym drugim jeszcze bardziej. A że się kopali? Zadaj sobie pytanie czytelniku jak byś się zachowywał stojąc przed szansą wejścia do kart historii własnego kraju? Grzecznie byś się przyglądał rywalom? No właśnie.
Za największego przegranego mistrzostw uważam Arjena Robbena. Dwie setki tak zmarnowane, w takim momencie; On chyba jeszcze do tej pory nie może się w głębi duszy z tym pogodzić. Nic to. W naturze bilans musi być zawsze na zero. Holender załatwił Manchester United w półfinale Ligi Mistrzów, ale dwa miesiące później los upomniał się po dług.
Wracając do tytułowego pytania. Bardzo udany i minął tak szybko jak dobry mecz - nie wiadomo kiedy.
by GonzAlves |
|
|
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
|
|
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.
Brak ocen. Może czas dodać swoją?
|
|
|
 |
Logowanie |
 |
| My na N-K! | |
| |
|